"If I can make it here, I can make it anywhere" – tak śpiewał Frank Sinatra o Nowym Jorku. Jest to także trafne określenie dla kulturystów startujących w New York Pro. Do tej pory, kto tutaj wygrał, później miał niesamowitą karierę w kulturystyce. Tegoroczni zwycięzcy: Roelly Winklaar (open), Kevin English (202),Cathy LeFrancois (kulturystyka kobieca) i Missy Coles (bikini) też są na tej drodze. Zawody były na najwyższym poziomie i w zasadzie wszyscy zawodnicy byli w dobrej formie.
Zacznijmy od bikini. W tej dość nowej kategorii walka odbyła się pomiędzy Sherlyn Roy (miejsce 3.), Shelsea Montes (miejsce 2.) i Missy Coles (miejsce 1.).Wszystkie trzy były dobrze przygotowane i prawda jest taka, że gdyby sędziowie pozamieniali miejsca w jakikolwiek sposób, to nikt nie miałby z tym problemu. Tę kategorię naprawdę trudno sędziować! Cathy LeFrancois wygrała po raz trzeci, choć nie było łatwo. Między nią a Sheilą Bleck był zaledwie jeden punkt różnicy! Choć Sheila była bardziej umięśniona niż Cathy, to jednak nie była tak docięta (Cathy miała nawet prążki na pośladkach). Pierwszą trójkę zamknęła bardzo umięśniona Heather Foster.
Kategorię 202 bezkonkurencyjnie wygrał aktualny Mr. Olympia 202 Kevin English. Kevin jest tak wielki na tę kategorię, że naprawdę ciężko z nim wygrać. Jose Raymond tutaj był jedynym zawodnikiem, który mógł powalczyć z Kevinem i wyglądał świetnie. Był wielki, pocięty, a jego ciało było zarazem bardzo symetryczne. Powinno mu dobrze pójść na Olympii. Jason Arntz był chyba najszczęśliwszym zawodnikiem w tej kategorii. Jego marzeniem było zakwalifikować się na Mr. Olympia i tego właśnie dokonał. Roelly Winklaar to zdecydowanie zawodnik roku 2010. Pomyślcie, że jeszcze rok temu był amatorem i tak naprawdę nikt o nim nie słyszał. New York Pro to zaledwie jego trzecie profesjonalne zawody. Wygrał je, pokonując takich zawodników jak Dennis Wolf, Toney Freeman czy Hidetada Yamagishi. Od samego początku było widać, że jest tutaj najlepszy. Słuszne zwycięstwo. Gratulacje dla Roelly’a jak i dla jego trenerki, która jest zresztą jego przyszywaną babcią! Hidetada Yamagishi, który był w życiowej formie, zajął 2. miejsce. Dopracowany w każdym detalu. Totalny profesjonalista na scenie. Wszystkie pozy i każdy ruch wykonuje z taką gracją, że najlepsi mogliby się uczyć. Wiemy, że codziennie około godziny ćwiczy pozowanie, co widać na scenie. Zawiedziony Dennis Wolf był trzeci. Było to jednak jak najbardziej trafne miejsce. Nie był to ten sam Wolf co na Mr. Olympia 2007. Nadal jednak ma potencjał, a czy go wykorzysta – zobaczymy. Toney Freeman który tutaj planował zwycięstwo był dopiero czwarty. Toney ma 44 lata i niesamowitą sylwetkę. Jak dobre wino – z wiekiem staje się lepszy i ma potencjał, by wygrywać poważne zawody. Często jednak robi jakiś mały błąd tuż przed samymi zawodami. Wygląda na to, że musi znaleźć to „coś”, aby wygrywać. 5. miejsce zajął Eric Fankhouser. Zdecydowanie lepszy niż na jego ostatnich PRO zawodach prawie dwa lata temu. Niesamowite uda oraz łydki. Zajmując to miejsce zakwalifikował się na Mr. Olympia, co było jego marzeniem. Najbardziej pocięty facet na scenie – Evgeny Mishin – zajął 6. miejsce. Evgeny jest coraz lepszy i planuje zamieszać na Mr. Olympia. Tutaj był na tyle dobry, że mógł być o jedno miejsce wyżej. Na koniec musimy wspomnieć Bena Pakulski, który zajął miejsce 7. Był trochę zawiedziony, ale niesamowita reakcja widowni po jego występie pomogła. Ben jest showmanem, za co fani go lubią. Jest z pochodzenia Polakiem, z czego też jest bardzo dumny. Mieszka niedaleko nas, w Toronto, pewnie kiedyś nakręcimy „Na trasie”. Warto dodać, że jest on także kumplem Pawła Przedlackiego, z którym często trenuje.
Cały artykuł można przeczytać w lipcowo-sierpniowym Muscular Development